• Wpisów:5
  • Średnio co: 289 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:06
  • Licznik odwiedzin:1 939 / 1740 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
V

KRISTEN

Wstałam o 11.Przetarłam oczy i zerknęłam na zegarek cyfrowy, który właśnie wybił 11.Zasnęłam koło 5..Spałam 6 godzin.Jęknęłam.Wytrzeźwiałam już dość by pokazać się mamie.Najpierw poszłam umyć twarz i zęby żeby zmyć z siebie resztki snu.I tak nie spało mi się zbyt dobrze, bo:
a) spałam tylko 6 godzin
b)śnił mi się Justin.
Chyba popadłam w jakąś obsesję.Szlag.Muszę coś z tym zrobić.Akurat wtedy zaburczało mi w brzuchu.Nawet nie wiedziałam jaka byłam głodna.Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni.Po drodze zatrzymałam się widząc moją mamę ubierającą się i już niemal gotową do wyjścia.
-Gdzie jedziesz mamo?-spytałam zaciekawiona.
-Jadę na trochę do mojej koleżanki, Janet, a potem ruszam do pracy i wrócę do domu dopiero jutro koło 10 rano.Zostawiłam Wam pieniądze żebyście mogli kupić sobie coś na obiad i kolację.Lodówka jest pełna więc nie trzeba robić zakupów.Zbieram się, pa Kochanie, uważajcie na siebie-cmoknęła mnie w policzek i chwytając klucze od jeepa, wyszła.Stałam jeszcze chwilę w korytarzu pragnąc, żeby mama jednak czasami zostawała na noc w domu.Częściej jej tu nie ma jak jest.Westchnęłam i zrezygnowana poszłam zrobić sobie śniadanie.Mój brat się załapał.Robiłam jego ukochaną jajecznicę.
-Chcesz kawy?-spytałam.Wyglądał, jakby natychmiast potrzebował kofeiny, bo inaczej padnie jak mucha.
-Tak, poprosze.O zrobiłaś mi jajecznice.Kochana jesteś-uśmiechnął się do mnie i już miał podejść i mnie objąć (Boże, co się z nim dzieje?) gdy zatrzymały go moje słowa:
-Ona nie jest tylko dla Ciebie MALUTKI-i posłałam mu całusa.Zaczął się śmiać a ja tylko wywróciłam oczami (jak to miałam w zwyczaju) i dałam mu jego śniadanie, po czym usiadłam ze swoim śniadaniem.
Upiłam łyk kawy, która dała mi niezłego kopniaka.Nagle przypomniałam sobie, o co mam zapytać Jake'a.
-Hmm..Jake...-zaczęłam.Było to dla mnie niezręczne.-chciałabym, żeby to, o co Cię teraz zapytam pozostało pomiędzy nami.TYLKO pomiędzy nami, okey?-spytałam, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi.Zastanawiał się dłuższą chwilę, przełknął i udzielił mi odpowiedzi:
-No spoko.Tym razem zrobię to dla Ciebie za darmo.-wyszczerzył się i puścił do mnie oko.-O co chodzi?
-Dziękuję za upust.Chodzi o Austina..-chciałam zobaczyć jak zareaguje.
-Bujasz się w nim?Nie ma dziewczyny, jeśli o to chodzi-i wrócił do jedzenie.Jak on mnie denerwował...
-Nie! Nie bujam się w nim ani nie o to chciałam zapytać-popatrzyłam na niego wściekle.Gapił się na mnie pytającym wzrokiem.Westchnęłam i zaczęłam od nowa.
-Chodzi o to, że Austin ostatnio dziwnie się na mnie patrzy...To znaczy..patrzy inaczej.Jakby był...zakochany we mnie...-brakowało mi innych słów do opisania wzroku jakim ostatnimi czasy obdarowuje mnie przyjaciel mojego brata, który teraz zamarł jakbym powiedziała, że go zasztyletuje czy coś podobnego.
-Cholera jasna...-zaczął.Był wystraszony i wściekły.Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
-Co jest?-spytałam najzwyczajniej w świecie.W rzeczywistości nie czułam się taka opanowana na jaką wyglądałam.
-Bo..Jak Ty się dowiedziałaś?Przecież on mówił tylko mi a ja nic Ci nie mówiłem i Ty nie słyszałaś naszej rozmowy, bo byłaś na imprezie..-pokręcił głową z niedowierzaniem.Zastanawiałam się o co u licha mogło mu chodzić.Bardzo powoli zaczynałam rozumieć co miał na myśli.Było to jednak absurdalne.Ale...
-Czego miałam się dowiedzieć, Jake?
-Że Austin...On się w Tobie zakochał..I to od dawna, bardzo dawna, ale to ukrywał i to skutecznie.Bał się, że zauważysz..-przerwał w pół zdania nagle chyba zdając sobie sprawę skąd to wiem.Wracając do mojego "ale" : stało się to prawdą.Szlag.
-Zauważyłaś to jak się teraz zachowuje wobec Ciebie prawda?-spytał.Czy on naprawdę był opóźniony w rozwoju czy jak?
-Tak, zauważyłam.Wczoraj postanowiłam Cie o to właśnie zapytać.I już znam odpowiedź.-oparłam się bezradnie o krzesło.Tylko ono mnie podtrzymywało dzięki czemu jeszcze nie upadłam na podłogę pod wpływem tego, czego się dowiedziałam.
-Serio?On się we mnie podkochuje?-zapytałam przy czym sama zachowywałam się jakby pewne informacje docierały do mnie 10 razy wolniej niż zostały wypowiedziane.Popatrzyłam błagalnym wzrokiem na brata,mając nadzieję, że powie iż to jest tylko głupi żart.Zrozumiał mój telepatyczny przekaz.
-Kriss, posłuchaj.Austin to na prawdę fajny facet.Może powinnaś spróbować...Już za długo rozpaczasz po tamtym palancie.-i właśnie teraz poruszył temat, o którym nie rozmawiałam z nikim od 2 lat.Temat, który mnie bolał i ranił na nowo nawet gdy nikt nie wymawiał imienia osoby, przez która to wszystko działo się ze mną przez ostatnie półtora roku.
-Nie, Jake.Ja...nie mogę spróbować..Wiem, jaki jest Austin.Ale nie potrafię.Jeszcze nie teraz.-poczułam jak łzy spływają mi po policzkach.Chciałam wymazać ze swojej pamięci ostatnie 4 lata.Żyłoby mi się łatwiej.Poczułam jak mój brat przytula mnie do siebie.Odwzajemniłam uścisk.Kochałam go, mimo że zachowywał się czasem jak idiota.Zawsze mogłam na nim polegać, niezależnie co się działo.To między innymi on pomógł mi wyjść poza skorupę jaką stworzyłam wokół siebie przez ostatni czas.
-Malutka, nie płacz.To już jest za Tobą.Jestem tu.I wiedz, że nie pozwolę znowu Cię tak skrzywdzić.Jesteś moją małą siostrzyczką.Zaopiekuję się Tobą jak najlepiej umiem.
-Kocham Cię głupku, wiesz?-wyszeptałam w jego silne ramię.W pewien sposób zastępował mi ojca.I właśnie za to go kochałam.
-Wiem wiem.Ja Ciebie też kocham głuptasie.Obejrzymy jakiś horror?Zadzwonimy po pizzę-spytał.Odchyliłam się i uśmiechając się przez łzy potaknęłam mu głowa na znak zgody.Otarł mi łzy i poszedł zadzwonić po pizzę a ja udałam się na wybór horroru.

JUSTIN

Od samego rana byłem nieobecny.Denerwowałem się poniedziałkiem, mimo że była sobota.Ucisk w żołądku nie opuszczał mnie.Nikt oczywiście tego nie zauważył z wyjątkiem Daisy, której najwyraźniej przeszło oraz Cody'ego.
-Ey, co się z Tobą dzieje?-spytał odciągając mnie na ubocze Cody.Szlag.Ten facet zbyt dobrze mnie znał.Przynajmniej był sprawdzonym przyjacielem.
-Denerwuję się z powodu poniedziałku.Cholera jasna.Muszę być w pełni sprawny na wypadek...-nie dokończyłem gdyż mój przyjaciel mi przerwał.
-Nie Justin.Zapewne i tak nie byłbyś w pełni "sprawny, jak to ująłeś, więc wrzuć na luz.Nic się nie szykuje.Gdyby tak było wiedziałbyś już dawno.Wyjdź gdzieś, odpręż się.Nie przejmuj się tak tym wszystkim.-poklepał mnie serdecznie po ramieniu.On jedyny wiedział jak naprawdę mnie uspokoić i zmusić do wzięcia się w garść.
Więc wziąłem 3 głębokie wdechy.
-Bieber, idziemy na kręgle?-spytał Brad.To nie był wcale głupi pomysł.Może wtedy oderwałbym myśli od niej.Już i tak wystarczająco dręczyła mnie w nocy, choć było to mega przyjemne dręczenie.Nie wahałem się ani sekundy.
-No pewnie, potem możemy iść do klubu.-zaproponowałem.*No i po problemie* pomyślałem.*Wcale nie jest po problemie.I tak będziesz o niej myślał.Znowu się zakochujesz* odparł sarkastycznie głos w mojej głowie, jakbym stał przed lustrem i gadał ze swoim odbiciem w nim.Jednak miał on rację.Zakochiwałem się po raz drugi, jednak mogłem się temu przeciwstawić.*Kogo Ty do cholery chcesz oszukać debilu?* zakpił ze mnie po raz kolejny.Zaczynało mnie to irytować.A raczej irytację wywoływał fakt, że okłamywałem sam siebie.Może jednak nie do końca.
-No na co Ty czekasz?-krzyknął Brad z hallu tym samym wyrywając mnie z zamyślenia.
-Idę, czego się tak spinasz-odkrzyknąłem.Czasami za bardzo chciał wszystkimi rządzić.Przewróciłem tylko oczami.
-Zaraz Cię zepne, jeśli chcesz-warknął.Co za..
-Palant.-szepnąłem do siebie, dokańczając moją myśl
-Słyszałem!
-Stul pysk i jedźmy-odwarknąłem i wsiadłem do samochodu.Miałem go już serdecznie dość i to z samego rana.Prychnąłem.Skupiłem się na krajobrazie za oknem żeby tylko zająć czymś swoje chaotyczne i rozbrykane myśli.Rozsadzało mi od nich głowę.Cholera.Musze się ich pozbyć i to szybko.
 

 
IV

Bawiłam się nieźle.Myślami jednak byłam przy Nim.Cały czas odtwarzałam jego obraz w głowie.Co się ze mną dzieje?To było dla mnie coś nowego i jednocześnie znajomego.Nie zastanawiałam się nad tym długo.Spojrzałam na zegarek wiszący nad barkiem.Dochodziła 3:45 nad ranem.Postanowiłam, że zadzwonię po brata.I tak już byłam wstawiona tak jak wszyscy, więc ani Amy ani Sylvia nie mogły mnie odwieść.Zostawał mi Jake.Westchnęłam.Zmęczona wyjęłam IPhone'a i miałam wybierać numer brata kiedy nagle on mnie uprzedził.Odebrałam szybko.
-Tak Jake?-spytałam.Jego odpowiedź mnie uderzyła jak nagły podmuch porywistego wiatru.
-Maleńka, jestem po domem Sylvii.Wychodź natychmiast.Mama za jakieś 25 minut wróci do domu.-powiedział wdość wolno bym zrozumiała.Oszołomiona wykrztusiłam tylko:
-Jak to?
-Powiem Ci w drodze do domu.Pośpiesz się !- i rozłączył się.Nie zastanawiając się ani sekundy ruszyłam do drzwi.Zatrzymał mnie głos Adama.
-Już idziesz?
-Tak.Mama za 25 minut będzie w domu i mnie zabije jeśli mnie nie będzie.
-Podwieźć Cię?-spytała zatroskana Sylvia.Uśmiechnęłam się do niej i odparłam:
-Nie trzeba, Jake już po mnie jest.
-No dobrze.To do jutra Kochanie.-Posłały mi obie całusa i odeszły : Amy do Cama a Sylvia z Adamem.Ja jak najszybciej ewakuowałam się na dwór.Było chłodnawo, ale nie mroźno.Zobaczyłam samochód Jake'a i szybko do niego wsiadłam.
-Hej.Więc o co chodzi z mamą?-zapytałam bez dalszych bezsensownych wstępów.Popatrzył na mnie przelotnie i zaczął:
-Już spałem i właśnie miałem się przekręcić kiedy usłyszałem dzwonienie mojej komórki.Zobaczyłem, że to mama.Więc odebrałem.Powiedziała, że za jakieś 10 minut będzie wychodzić i powinna być za maks pół godziny.I , że w gdybyśmy usłyszeli jakieś hałasy na dole to żebyśmy się nie wystraszyli , bo to zapewne będzie ona.Więc jak najszybciej się ubrałem i przyjechałem po Ciebie.-zdziwiło mnie to.Szybko tu dotarł.Jednak sobie przypomniałam, że Jake jeździ mega szybko kiedy się spieszy.Nie martwiłam się więc tym czy dotrzemy na czas.Pokiwałam tylko głową i wbiłam wzrok w widok za szybą.Nim zaczęłam usypiać byliśmy już w domu.Otworzyliśmy drzwi i ledwie zdążyliśmy zdjąć kurtki i buty, zauważyliśmy reflektory samochodu i usłyszeliśmy go.Wyjrzeliśmy prze okno.To auto mamy.
-Biegiem do pokoju-szepnął Jake i popędziliśmy do siebie.Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie.Z dołu dobiegł mnie dźwięk przekręcanego klucza i trzasku drzwi.Zdążyliśmy na czas.Skorzystałam z faktu, że mama najpierw idzie do pokoju mojego brata i wślizgnęłam się do łazienki żeby się przebrać w piżamę.Zdjęte ciuchy włożyłam do kosza na brudy i ubrana w starą rozciągniętą koszulkę po cichu weszłam do łóżka.Nakryłam się kołdrą po sam czubek nosa i zamknęłam oczy.Drzwi do mojego pokoju się otworzyły i zajrzała przez nie mama.Upewniwszy się, że smacznie śpię w swoim pokoju cichutko, jakby chodziła na palcach i zeszła na dół.Odetchnęłam z ulga i starałam się zasnąć.Zasypiając myślałam oczywiście o Justinie.

JUSTIN

Kiedy jechałem samochodem do domu nie mogłem pozbyć się myśli o Kristen.Od samego początku mnie zainteresowała.Była nieziemska.Niższa ode mnie, drobna, z pięknymi ciemnymi oczami i długimi równie ciemnymi włosami.Pachniała jak marzenie, jej każdy ruch przyprawiał mnie o szaleństwo.He, ledwo ją znam a już zdołała mi namieszać w głowie.Cholera, co w niej takiego było, że tak na nią reagowałem?
-Może to, że nie jest jak ta dziwka, Lia- mruknąłem do siebie.Tak, zdecydowanie była inna.Czułem to.Musiałem ją lepiej poznać.
-Nie, nie mogę znowu do tego dopuścić- zbeształem siebie na głos.Jeśli okaże się, że się mylę i jest dokładnie taka jak tamta?*Justin, idioto, myśl!* znowu się ochrzaniłem, tym razem w myślach. *Skoro sam przyznałeś, że nie jest jak Lia, to dlaczego nie możesz znowu poczuć jak to jest kogoś kochać?*
-Bo boję się znowu zakochać.To idiotyczne- parsknąłem.Tyle sprzecznych myśli kołatało mi się w głowie na temat Kristen.Musiałem z kimś pogadać.I wiedziałem z kim.
W końcu dotarłem na miejsce.Niechętnie wygramoliłem się z auta i wszedłem do domu.Tak jak myślałem, nie spali choć było po 1.
-Siemasz stary-powitali mnie chórkiem.Zaśmiałem się krótko i odpowiedziałem przybijając z nimi piątkę:
-Siema.Co porabiacie?
-Nudzimy się bez Ciebie Bieber.Jak tam impreza?Fajnie było?-Zapytał Brad z uśmiechem na całej gębie.
-Nie było źle.Pójde się położyć.Jestem wykończony.Do zobaczenia.-zacząłem kierować się w stronę schodów, kiedy nagle podszedł do mnie mój przyjaciel, Cody:
-Za chwilę do Ciebie wpadnę i pogadamy.Widzę , że coś Cię gryzie.-Wyglądał na zmartwionego.Musiałem z nim pogadać więc odpowiedziałem:
-Spoko, tylko wezmę prysznic-I nie czekając na odpowiedź, poszedłem do siebie.
Pod strumieniem gorącej wody mogłem się zrelaksować.Zszedł ze mnie cały ten stres związany nie tylko z moim "zawodem", ale szczególnie związany z nią.Dostatecznie rozluźniony wyszedłem z łazienki owinięty ręcznikiem wokół bioder.
Właśnie chciałem zacząć się przebierać kiedy do mojego pokoju wparował nie kto inny jak Daisy, która z nami mieszkała (niestety).
-Widzę, że jesteś spięty.Może pomogę Ci się rozluźnić-Rzekła zalotnie i podeszła do mnie.Wkurzało mnie to.
-Może byś tak kurwa pukała- warknąłem na nią zirytowany.Mało miałem problemów żeby jeszcze ona mnie drażniła?Nie zrezygnowała jednak.
-Nie wściekaj się tak.Zwykle taki nie jesteś-Popatrzyła na mnie flirciarsko i przejechała wypielęgnowanym, pomalowanym na czarno paznokciem po mojej nagiej klatce piersiowej.Wzdrygnąłem się.Widocznie jej się to spodobało, bo uśmiechnęła się łobuzersko i kontynuowała:
-Może jednak pozwolisz mi pokazać, ile jestem warta?Strasznie się za Tobą stęskniłam.Minęło baaaaardzo wiele czasu od naszej pierwszej bliskiej styczności.Obiecałeś, że to pierwszy i nie jedyny raz i że przyjdziesz jeszcze...-chciała coś jeszcze dodać, ale jej przerwałem łapiąc za szyję i przyciskając do ściany.Tego było za wiele.
-Słuchaj mnie uważnie, puszczalska szmato, bo powtarzać nie będe.Jeśli mi się zachce to przyjdę.Wtedy przyszedłem, bo po raz pierwszy poczułem, że muszę odreagować.Byłaś pod ręką więc skorzystałem.A teraz wypierdalaj stąd.I jeszcze jedno-dodałem z szorstką nuta w głosie-następnym razem PUKAJ.-i puściłem ją.Dziewczyna szybko złapała się za bolącą szyję i łapała łapczywie oddech, jakby każdy mógł być jej ostatnim.
-Pojebało Cię kurwa mać, czy jak?-Rzuciła mi pełne gniewu i wściekłości spojrzenie- Zobaczysz, przyjdziesz do mnie szybciej niż myślisz-i pośpiesznie opuściła pomieszczenie nawet nie zamykając drzwi za sobą.W tej chwili wszedł Cody ze zdezorientowaną miną i pytającym spojrzeniem.
-Myślała, że dam się nabrać jej zalotom i zrobię to z nią po raz drugi od 4 miesięcy- powiedziałem pogardliwie.Naprawdę, czułem wobec Daisy pogardę.Wielką pogardę.
-Nie przejmuj się nią.Przejdzie jej- uśmiechnął się przyjaźnie- więc, co Ci leży na duszy?
Zamknąłem drzwi na klucz żeby przypadkiem nikt nam nie przeszkodził, a zwłaszcza ta kretynka.Zacząłem chodzić w tą i z powrotem po pokoju.W jakiś sposób to mi pomagało.
-Poznałem pewną dziewczynę.Ma na imię Kristen.Jest śliczna i nieśmiała- uśmiechnąłem się na wspomnienie szoku jaki widziałem na jej twarzy kiedy prosiłem ją o numer.-A jej ruchy? Człowieku!Obserwowałem ją od samego początku gdy tylko weszła do salonu.Marzenie.Dopiero po dłuższym czasie zdecydowałem się podejść..To dziwne, ale chciałbym spotkać ją znowu, poznać, trzymać w ramionach..Co się ze mną dzieje?-zapytałem jakby siebie i jego.Pokiwał ze zrozumieniem głowa i zaczął mówić.Więc słuchałem w milczeniu.
-Chyba zaczynasz się zakochiwać.To drugi raz od czasu...no wiesz..-zmieszał się.Wiedział, że nie lubię tego tematu.-Poznaj ją lepiej.Możliwe, że jest naprawdę niesamowitą osobą-zamyślił się i po kilku sekundach dodał a raczej zapytał- Masz jej numer?
-Mam-odparłem machinalnie.
-No to umów się z nią!Nie czekaj na traf.Pewnie chodzi to tej samej szkoły co Ty.
-No to co mam w końcu zrobić?-spytałem zdezorientowany.Skupiałem swoje myśli na niej (nieświadomie oczywiście).Tym, razem zmusiłem się , żeby bardzo uważnie go posłuchać
-Poczekaj do poniedziałku.Jeśli zobaczysz ją w szkole to podejdź i zagadaj.Umówcie się na jakiś wypad.Trochę ją wtedy poznasz i zdecydujesz co dalej
Nie było głupie.Wiem, to się wydaje tylko jakimś cholernym zauroczeniem.Ale nim nie było.To chyba "miłość od pierwszego wejrzenia".Więc się tak nie dziwcie.
-Cóż..dzięki, spróbuję.-Odparłem poklepując go po ramieniu i obdarzając uśmiechem.Tylko jemu ufałem bez granic.
-Zawsze do usług brachu.Śpij dobrze-odwzajemnił uśmiech i wypuściłem go.Położyłem się do łóżka i próbowałem zasnąć.Na darmo.Wciąż myślałem o tym, że jest niesamowita i o tym jaką jest osobą.W końcu udało mi się zasnąć.W mojej podświadomości nadal była ona.
 

 
III

-Więc, chyba nie bawisz się najlepiej, co?-uśmiechnął się zalotnie i pociągnął łyk swojego drinka.Zdziwiona, odpowiedziałam szczerze:
-Nie, skąd.Przyjaciółki tańczą ze swoimi chłopakami, nie zabronię im dlatego, bo ja zostanę wtedy sama.-spojrzałam na niego niepewnie.Chyba nie bardzo mi uwierzył.Widać to było po jego wzroku.Nagle zabrzęczała jego IPhone.Wyjął go z kieszeni skórzanej kurtki i popatrzył na wyświetlacz.Odczytał SMS'a ze skupionym wzrokiem.Po paru minutach popatrzył na mnie i spytał lekko:
-Dasz mi swój numer?-otworzyłam szeroko oczy i gapiłam się na niego jakbym była chora umysłowo i nie rozumiała co do mnie powiedział.Dopiero gdy zobaczyłam wyciągniętą ręke z IPhon'em w moją stronę otrzeźwiałam.
-Tak, pewnie.-wzięłam komórkę z jego ręki i zaczęłam wklepywać swój numer.Zawahałam się czy ja też powinnam mu dać swój telefon by on wpisał swój numer.Musiał to zauważyć , bo zaśmiał się i powiedział:
-Podasz mi w końcu swój telefon?-rozbawiłam go.Czułam gorąco na policzkach.Teraz bez wahania wyjęłam swojego IPhone'a.Szybko wpisał swój numer i zwrócił moją własność.Zapisałam go i nagle przypomniała mi się umowa zawarta z bratem.Popatrzyłam na wyświetlacz.23:40.Odetchnęłam z ulgą.Miałam jeszcze dużo czasu.Z zamyślenia wytrącił mnie głos Justina.
-Będe leciał.Kumpel prosi mnie o spotkanie.Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.-uśmiechnął się swoim cudownym łobuzerskim uśmiechem, ujął moją dłoń i delikatnie ją pocałował.Zauważyłam błysk w jego oczach.Gdy odszedł byłam totalnie oszołomiona.Nie spodziewałam się tego ani teraz ani nigdy.Myślałam o nim jeszcze chwilę jednak nie było mi dane cieszyć się tą chwilą.
-Czy Ty wiesz co Ty najlepszego zrobiłaś?-zapytała Sylvia wpatrzona we mnie gniewnym wzrokiem.Gdyby umiała nim zabijać pewnie już byłabym martwa.
-Co takiego zrobiłam?-zapytałam tępo.
-Rozmawiałaś z najgorszym typem z naszego stan-odpowiedziała za przyjaciółkę zszokowana i rozzłoszczona Amy.Nieoczekiwanie parsknęłam śmiechem.To zabrzmiało zabawnie w odniesieniu do mojego nowego znajomego.
-Słucham?Jaki najgorszy typ?O co Wam chodzi?-zapytałam tym razem już opanowana.Ich spojrzenie było takie, jakbym była jakimś zasranym ufoludkiem z Marsa czy innej planety.Im najwidoczniej nie było do śmiech.
-To facet, z którym nie należy się zadawać.Kiedy z nim zadrzesz to nie odpuści.Będzie Cię męczył dotąd aż Cię wykończy.To nie są urojenia zazdrosnych przyjaciółek.Zapytaj kogo chcesz w tym pokoju.Każdy powie Ci to samo Kriss.-powiedziała z nadmierną powagą Sylvia.Tym razem i ja spoważniałam.Czy aby na pewno to był zwykły chłopak taki jak ja?Przypomniałam sobie jego wygląd.Miał tatuaże na lewej ręce i grubszy łańcuszek na szyi , taki jak noszą gangsterzy.Wzdrygnęłam się.Może jednak przesadzałam?One też przesadzały?
-Justin nic mi nie zrobił.Poprosił do tańca, postawił drinka i poprosił o numer..-nie dokończyłam.Przerwała mi Amy.
-DAŁAŚ MU SWÓJ NUMER?-była podekscytowana i jednocześnie mega wściekła co było u niej rzadkością-ZWARIOWAŁAŚ?DZIEWCZYNO,UŻYWAJ MÓZGU DO CHOLERY!-niemal krzyknęła.Pare osób się obróciło w nasza stronę, ale ani mnie ani ich to nie obeszło.
-Kristen, prosze Cie, nie zadawaj się z nim-mówiła łagodnie Sylvia.Wiedziały obie, że krzykami do mnie nie dotrą.-Tu chodzi o Twoje bezpieczeństwo i życie.Naprawdę..
-Nie Sylvia.-gwałtownie jej przerwałam.Zaskoczyło ją to.Nigdy nie miałam w zwyczaju przerywać.Tym razem musiałam złamać tę "zasade".-To, że poprosił mnie o głupi taniec i głupi numer nie oznacza, że zaraz Justin coś mi zrobi.To jest niedorzeczne i głupie-ofuknęłam ją.
-Kurwa, Kristen, obudź się wreszcie!To jest JUSTIN BIEBER!TEN JUSTIN BIEBER.-Nagle wszystko zrozumiałam.Słyszałam już o nim od przyjaciółek i ludzi w szkole.Huczało o tym co nowego zrobił tym razem.Przestraszyłam się nie na żarty.Ten słynny Justin Bieber był gangsterem, który zabijał każdego kto mu się sprzeciwił.*To absurd!* pomyślałam *Jest wielu Justin'ów Bieber'ów!Pewnie im się coś pomyliło.*
-Skąd wiecie, że to on?-zapytałam z furią.Po raz kolejny je zaskoczyłam.Jestem typowo spokojną osobą.Czułam, że tej nocy przestanę być taka jaka byłam.Że coś się we mnie zmieni.Chyba właśnie zaczęło.-Rozpoznałyście go po czymś szczególnym?-emocje trochę już we mnie opadły, jednak nie do końca.
-Nie..Zrozum nas Krissie, boimy się o Ciebie...-zobaczyłam ból w ich oczach.Mimo, że Amy nic nie mówiła, odczuwała to samo co Sylvia.Poczułam się jak ostatnia idiotka nie tylko dlatego, że faktycznie się tak czułam, ale i dlatego, że Sylvia nazwała mnie "Krissie".Zawsze mnie tak nazywała kiedy ją raniłam lub kiedy była totalnie zmartwiona o mnie.Co ja najlepszego wyprawiałam?Raniłam swoje własne przyjaciółki, które były dla mnie jak siostry.Wykrztusiłam tylko:
-Przepraszam Was...ja po prostu...czuję, że znowu mogę być szczęśliwa..-zwiesiłam bezradnie głowę.Minęły 2 lata odkąd Thomas mnie zdradził i zostawił.Nie mogłam dojść do siebie przez półtora roku.Dopiero od niedawna znowu zaczęłam żyć.Naprawdę żyć.
Poczułam oplatające mnie ramiona.Odwzajemniłam ich uścisk i wtuliłam głowe w ramiona przyjaciółek.Dobrze było mieć je przy sobie.Naprawdę.
-Wiesz co? Może jutro wpadłybyście do mnie na noc?Mam Wam coś do powiedzenia-Odchyliłam głowę by na nie popatrzeć i niepewnie czekałam.Choć minęło zaledwie paręnaście sekund to zdawały mi się one wiecznością.
-Oczywiście, że wpadniemy-odpowiedziały chórem.Uśmiechały się tak, jakby wygrały los na loterii.Odetchnęłam z wielką ulgą.Jednak nadal wszystko mogło być dobrze.Ale do czasu...
 

 
II

Po 30 minutach dotarłyśmy na miejsce.Uśmiechnęłam się do siebie, gdy zobaczyłam wielki, śliczny dom pomalowany na biało.Rozpoznałam go bez problemów.Bywałam tu niemal codziennie.Był to dom mojej najlepszej przyjaciółki, Sylvii.Kiedy zobaczyłam, że biegnie w naszą stronę rozłożyłam ręce.
-Nareszcie!Nie mogłam się Was doczekać!-powiedziała wtulona w nas obie.Odsunęłyśmy się na długość ramion.
-Też się cieszę, że Cię widze-uśmiechnęłam się szeroko.Weszłyśmy do środka pod ręce.Skierowałyśmy się do wielkiego salonu.Było w nim sporo ludzi.Znałam większość z nich.Z głośników ustawionych w kątach pokoju zaczęła dobiegać "Toca Toca".Większość ruszyła na parkiet.My udałyśmy się do mini barku przy którym stał barman.
-Co podać?-zapytał, przyglądając nam się z zaciekawieniem.
-Trzy drinki-odpowiedziała Sylvia, kokietując barmana.Był przystojny, miał około 180 cm wzrostu, blond włosy i zielonkawe oczy.Zaśmiałam się maskując śmiech kaszlem.Ona nie mogła się powstrzymać.Puścił do nas oko i podał nasze drinki.Odwróciłyśmy się by popatrzeć na tańczące pary.
-Sylvia, zatańczysz?-podszedł do nas Adam, jej chłopak i wyciągnął ręke jakby nie przyjmował odmowy.Sylvia przewróciła oczyma i z łobuzerskim uśmiechem podała Adamowi ręke.Popatrzyłyśmy z Amy na siebie i zaśmiałyśmy się.Po dłuższej chwili upiłam łyk drinka.Nagle podszedł do Nas Cam, który był zauroczony Amy.On też nie był jej obojętny.Miała więc problem z wyborem : Jake czy Cam.Ja wybrałabym tego 2(poważnie).
-Hej dziewczyny.Amy..Może chciałabyś zatańczyć?-spojrzał na nią niemal błagalnie.Uśmiech nie schodził mu z twarzy.A uśmiech miał cudowny, uwierzcie mi.
-Hej..em..noo nie wiem-Amy zawachała się na chwile.Szturchnęłam ją lekko dając znać żeby się zgodziła.-Cześć Cam.Idź Amy, wolę postać przy barku.Dołączysz później.
-Dobra.-Rozpromieniona poszła za ciemnym blondynem na parkiet.Więc, zostałam sama.Super.Naglę usłyszałam moją ulubioną piosenkę "In the Dark" Dev.I właśnie wtedy podszedł ON.Był niesamowity.Miał ok. 168 cm wzrostu, lśniące brązowe włosy i hipnotyzujące ciemne oczy.
-Zatańczysz?-uśmiechnął się pokazując białe zęby.Gapiłam się na niego sparaliżowana.Po chwili odzyskałam mowę.
-Pewnie.odwzajemniłam uśmiech.Chłopak wziął mnie za ręke i poprowadził na sam środek parkietu.Objął mnie w pasie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyje.Zaczęliśmy się delikatnie kołysać.Nie umiałam myśleć.Jak taki przystojny chłopak mógł poprosić akurat MNIE do tańca?Było to dla mnie trudne do ogarnięcia.Rozluźniłam się.Zauważyłam, że wszyscy patrzą na nas.Nawet jeśli tańczyli to ich wzrok był wlepiony w nas.Moje przyjaciółki miały rozdziawione szeroko usta.Nie obchodziło mnie to.Cieszyłam się chwilą.Piosenka w końcu się skończyła.Myślałam, że on odejdzie w swoją stronę.Jednak on odsunął się troche i spytał jakby robił to codziennie:
-Chodź, usiądziemy przy barku
Skinęłam głową i poszłam za nim zbita z tropu.Nie zauważyła nawet momentu , w którym usiedliśmy.
-Czego się napijesz?-zapytał.Zastanowiłam się chwile.
-Drinka-odpowiedziałm bez większego namysłu.
-Dwa drinki poproszę.-Rzucił do barmana nawet na niego nie patrząc.Jego wzrok był skierowany na mnie.Uśmiechnął się do mnie i zaczął:
-Powinienem się przedstawić.Mam na imię Justin-wyciągnął w moją stronę silną dłoń.
-Miło mi Cię poznać.Jestem Kristen-uścisnęłam jego dłoń.Była miła w dotyku, ciepła..
Czekałam tylko na ciąg dalszy.Czułam iż to nie jedyna niespodzianka jaka mnie czekała w nadchodzącym czasie.
 

 
I

Jestem Kristen.To był zwykły piątkowy wieczór.Moja mama była w pracy do rana, starszy brat, Jake, siedział z kumplem w swoim pokoju, a ja wychodziłam na imprezę.Oczywiście, mój brat zgodził się, że mnie nie wyda.Musiałam mu zapłacić i nie byłam tym zaskoczona.Zawsze musiałam mu dawać kasę jeśli prosiłam go o to by mnie krył.Przynajmniej mogłam być wtedy poza domem do 7 -8 rano, ponieważ moja mama nie pochwala imprez, szczególnie w wieku 16 lat chyba, że na tej imprezie jest mój brat.Jest lekarką, pracuje na nocne zmiany od 20 do 9 rano.Zatem nie miałam problemów z wracaniem do domu przed nią.Pewnie myślicie, że czasami wraca wcześniej i się nie wyrabiam? Otóż mama zawsze nas informuje o wcześniejszym powrocie ze szpitala.Wszystko wydaje się super, ale tak nie jest.Wydawać by się mogło, że mamy pozwolenie na wszystko bo nasz ojciec odszedł kiedy byłam mała.Natomiast mamy pewną dyscyplinę w domu.

Spojrzałam na zegarek.21:15.Moja przyjaciółka, Amy miała po mnie przyjechać za 15 minut.Właśnie się ubierałam w ciemne jeansy, moją ulubioną koszulkę z Supermanem i jeansową kurtkę.Włosy zostawiłam rozpuszczone i delikatnie się umalowałam
- Jake, wychodze.Jakby coś to dzwoń.-zajrzałam do pokoju przez uchylone drzwi.Jake odwrócił się w moją stronę i rzucił:
-Spoko maleńka.Pamiętaj, masz wrócić o 5 albo Cię wydam.
-Cześć Kriss - uśmiechnął się do mnie Austin, przyjaciel Jake'a.Lubiłam go.Był przystojny, słodki i miły.Od jakiegoś czasu patrzył na mnie jakoś inaczej.Postanowiłam zapytać o to rano mojego brata.On na pewno będzie wiedział.
- Hej Austin.Tak, pamiętam.Ale wtedy będziesz musiał oddać mi te 50 dolców
-Ani mi się śni Kochanie - uśmiechnął się łobuzersko Jake.Wystawiłam do niego język i skierowałam się w stronę schodów.Amy zatrąbiła klaksonem, którego nie cierpiałam.Włożyłam szybko buty i wyszłam z domu.
-Siema, no ile można na Ciebie czekać?- powitała mnie moja przyjaciółka.Westchnęłam.Miała bzika na punkcie punktualności.
-Cześć.Musiałam zajrzeć do mojego przygłupiego brata żeby mu powiedzieć, że wychodzę.Zawsze muszę to robić, wiesz o tym.
-Nie nazywaj Jake'a przygłupem.Jest mądrzejszy niż Ty - zagrzmiała Amy.Zapomniałam dodać, że ona jest totalnie zakochana w moim uroczym a zarazem debilnym braciszku.Przewróciłam tylko oczami.Czasami brakowało mi do niej cierpliwości.I miałam ochotę ją walnąć.Powstrzymałam się jednak i powiedziałam tylko:
-Możemy już jechać czy będziemy się kłóciły o mojego brata?-spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem i ruszyła.Nie mam pojęcia co sprawia, że odczuwałam to.Czułam w powietrzu specyficzną magię tej nocy, która mówiła o zmianach jakie miały zajść.Wkrótce miałam się wszystkiego dowiedzieć.